WYSZUKIWARKA PRODUKTÓW Nazwa produktu:  Branża: Województwo:
powrót

KIOSK WYDAWNICZY


Kwiaty do Ślubu - Wydanie 1/2018 (37)
Kwiaty do Ślubu
1/2018 (37)
Wiązanki ślubne, dekoracje kościołów, sal weselnych, stołów, samochodów, dodatk(...)
Cena 1 egz. 19,00 PLN brutto

Katalog Florysty - Wydanie 4/2018 (39)
Katalog Florysty
4/2018 (39)
KATALOG FLORYSTY 4/2018 (KF-39) - Dobór wiązanki do sukni ślubnej. 84 strony, cena 39 zł Za(...)
Cena 1 egz. 39,00 PLN brutto
237.jpg
Czar parartykuł

Rozmowa z Panią Prezydentową Jolantą Kwaśniewską, autorką poradnika „Lekcja stylu dla par”

 

„Lekcja stylu dla par” to poradnik będący kontynuacją dwóch poprzednich Pani książek: „Lekcji stylu” i „Lekcji stylu dla mężczyzn”. Proszę powiedzieć, co skłoniło Panią do podjęcia niełatwego tematu rozwiązywania trudnych sytuacji w związkach? Jakiej lekcji udziela Pani czytelnikom tym razem?

 

Rzeczywiście, trzecia moja książka jest konsekwencją dwóch poprzednich, z których jedna dotyczyła lekcji stylu dla pań, druga - lekcji stylu dla panów. Zarówno Wydawnictwo Pascal, jak i moi czytelnicy pytali mnie wielokrotnie, kiedy pojawi się książka o związkach. Zatem można powiedzieć, że nad tym trudnym tematem pochyliłam się w sposób naturalny. Wiemy doskonale, że trudno jest żyć w pojedynkę. Jednak gdy dwa do tej pory niezależne byty  spotykają się  i próbują stworzyć jeden byt wspólny, to również nie jest to proces łatwy. To właśnie skłoniło mnie do napisania książki. Odnosiłam się do własnych wspomnień, jak również do doświadczeń moich znajomych i przyjaciół oraz rozmów z psychologami i gośćmi moich programów telewizyjnych. Ponadto posiłkowałam się listami czytelniczek felietonów,  pisanych przez mnie w miesięczniku „Dobre Rady”. A jakich lekcji udzielam parom w swojej ostatniej książce? Chyba lekcji najważniejszych, czyli jak wspólnie przejść przez życie, żeby na końcu tej drogi można było o sobie powiedzieć, że jesteśmy osobami szczęśliwymi, spełnionymi oraz że na stare lata jest ktoś, z kim możemy wypić filiżankę herbaty.

 

Naszymi czytelnikami są narzeczeni, którzy właśnie przygotowują się do jednego z najważniejszych momentów w życiu – zmiany stanu cywilnego. W najbliższych miesiącach towarzyszyć im będzie nieustanne napięcie i stres. Jak z tej, niełatwej dla obu stron, sytuacji wyjść obronną ręką – nie zwariować ani nie rozstać się tuż przed ślubem?

 

Przede wszystkim trzeba planować. O tym piszę w mojej książce i proponuję, aby narzeczeni odwołali się do rozdziału poświęconego właśnie planowaniu ślubu. Polecam zaopatrzenie się w kajecik, w którym należy skrupulatnie wynotować każdy punkt wymagający realizacji, poczynając od decyzji co do miejsca ceremonii i osoby, która będzie udzielała ślubu, poprzez wybór muzyki, na zaproszeniu bliższych i dalszych krewnych oraz przyjaciół kończąc. Przede wszystkim jednak radzę ustalić budżet i dokładne się go trzymać. Najlepiej, gdy ślub można zorganizować z dużym wyprzedzeniem i rozmysłem. Warto też zastanowić się, czy jesteśmy w stanie zająć się przygotowaniami do uroczystości sami, czy raczej powinniśmy poprosić o pomoc kogoś z przyjaciół, a jeśli nas na to stać, to może zdecydować się na zatrudnienie firmy, która nas w tym wyręczy. Wtedy jest nadzieja, że narzeczeni nie zwariują i będą mieć jak najlepsze wspomnienia ze swojego ślubu.

 

Narzeczeni często skarżą się, że ich rodzice, a szczególnie mamy, zbytnio ingerują w przygotowania do ich ślubu. Jak więc pogodzić marzenia bohaterów wydarzenia z wizją uroczystości, roztaczaną przez ich bliskich?

 

Sądzę, że trzeba - jak ja to mówię - nieco rodziców „urabiać”. Bardzo często w moich odpowiedziach publikowanych w „Dobrych Radach” przekonuję, że to jest dzień ludzi młodych, którzy mają prawo do swoich marzeń. Jednak z drugiej strony to rodzice bardzo często wykładają pieniądze na uroczystość, w związku z czym należy wziąć ich głos pod uwagę. Trzeba wysłuchać, jakie są oczekiwania jednej i drugiej rodziny. Młodzi powinni również zastanowić się, czy zależy im na blichtrze, co wiąże się z koniecznością wydania ogromnych środków na ceremonię, czy może lepiej te pieniądze odłożyć na mieszkanie, jego umeblowanie albo na podróż poślubną. Myślę, że tutaj trzeba przede wszystkim negocjować, także proponuję narzeczonym dużo dyplomacji.

 

Czy istnieją skuteczne metody na rozładowanie stresu, który nie omija przecież ani panny młodej ani pana młodego w dniu ślubu?             

              

Moim zdaniem nie ma na to jednej recepty. Oczywiście każdemu zależy, by ten dzień był najpiękniejszy, żeby panna młoda wyglądała wspaniale, pan młody był szczęśliwy, a rodziny i przyjaciele - oczarowani. Uważam, że najmniej stresu pojawia się wtedy, gdy za przygotowania zabraliśmy się odpowiednio wcześnie i wiemy, że każdy punkt programu został perfekcyjnie zrealizowany. Wtedy nie ma stresu. Gdy wszystko jest zapięte na ostatni guzik, nie boimy się, że cokolwiek może nam się przytrafić niespodziewanego. Wówczas możemy spokojnie posłuchać muzyki, którą lubimy, wyjść na spacer z psem, spotkać się dzień wcześniej z przyjaciółmi albo umówić na wizytę u kosmetyczki. Spędźmy ten czas w sposób i w towarzystwie osób, które działają kojąco na nasze nerwy, mając nadzieję, że w dniu ślubu pogoda dopisze.

 

A przepis na udane wesele? Bez niezadowolenia ze strony wujków i cioć, nieporozumień wśród dalszej i bliższej rodziny, bez łez panny młodej?

 

Jeśli wcześniej nie omówimy wszystkich kwestii z dwiema rodzinami, bo te oczekiwania mogą być bardzo różne z jednej i z drugiej strony, to myślę, że musimy uzbroić się w argumenty i mądrze mediować. Tam gdzie w rachubę wchodzą duże pieniądze, zawsze może dojść do nieporozumień. Dawniej mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której określone wydatki były po stronie panny młodej i określone po stronie pana młodego, przy czym te po stronie pana młodego były znacznie mniejsze. Teraz kwoty przeznaczone na organizację uroczystości dzieli się po połowie albo każda rodzina płaci za swoich gości, co wydaje się rozwiązaniem bardzo sensownym. Jeśli więc te kwestie wyjaśnimy zawczasu, to unikniemy nerwów, problemów i łez. To, co piszę w swojej książce i do czego jestem głęboko przekonana, a co może nie wszystkim odpowiada, to refleksja, że  rodzina jest tam, gdzie są bardzo bliskie związki. Moją wielką polską rodziną jest grono przyjaciół, którzy są przy mnie wtedy, gdy jestem chora, kiedy dzieje się źle w mojej rodzinie, którzy byli przy mnie kiedy odchodzili moi bliscy, którzy pomagają w codziennych sytuacjach. Tymczasem w wielu środowiskach jest tak, że rodziny zapraszają na uroczystość wszystkich – ciocie, wujków, rzadko, bądź nigdy, niewidzianych kuzynów. Jeśli ktoś nie przysyła nam kartek świątecznych przez wiele lat albo nie odzywa się do nas wtedy, gdy dzieje się nam krzywda czy wydarzy tragedia, to nie musi być obecny na naszej uroczystości. I na pewno na ślubie mojej córki tak właśnie będzie.            

 

Co zrobić, aby na starość móc usiąść ze współmałżonkiem przy kominku i powiedzieć sobie: ”fajnie spędziliśmy życie we dwoje”? Zarówno pokolenie Pani jak i moich rodziców, wychowane w nieco innych czasach i obyczajowości, w większości przypadków zaznaje tego szczęścia, ale czy w przypadku dzisiejszych 20-i 30-latków będzie to możliwe?

 

Myślę, że tak. Dzisiaj byłam na bardzo fajnym nagraniu w 4 Programie Polskiego Radia. Dwójka  młodych ludzi, rówieśników mojej córki, opowiadała, że są właśnie w takich małżeństwach. Okazało się,  że choć dzieli nas dość duża różnica wieku, to podobnie podchodzimy do związków. Ci młodzi ludzie zdecydowali się wziąć ślub, bo uznali swoje relacje za ważne. Mają głęboką nadzieję, że to wybór na całe życie. Najważniejszą rzeczą jest to, i o tym rozmawialiśmy dzisiaj w radio, że związki trzeba pielęgnować. Musimy być mniej egocentryczni. W związkach musi być mniej „ja” a więcej „my”. A jednocześnie musimy dać sobie nawzajem dużo przestrzeni. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mój mąż mówiłby mi, że mogę chodzić na imprezy tylko z nim lub spotykać się tylko z jego przyjaciółmi. Każdy z nas ma swoich znajomych, przyjaciół, oczywiście mamy również przyjaciół wspólnych. Dobrą sytuacją jest możliwość odpoczynku od siebie, bo wtedy człowiek bardziej cieszy się tymi wspólnie spędzonymi chwilami. I to chyba tyle. A może aż tyle.

 

Rozmawiała: Anna Pawliczko           

 


Anna Pawliczko



662.jpg
00001

663.jpg
00002

664.jpg
00003

Pozostałe artykuły w temacie "Dobrze wiedzieć..."

Ślub w... piątek
Miłość z numerem PIN w tle
Nowe oblicze rodziny
Ojciec Łazarz od kobiet
Facet nie może wstydzić się emocji
Przyciągnij miłość w związku
W naszym pachnącym domu
Miłość i paragrafy
Pierścionek jej marzeń

Pozostałe tematy

Moda ślubna
Miejsca na wesele
Uroda i wizerunek Panny Młodej
Ślubne wiązanki i dekoracje
Na weselnym stole
Podróż poślubna
Psychologia związku
Książki
Kwestionariusz nowożeńców






Strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki dostępu lub przechowywania plików cookies w Twojej przeglądarce.
x