WYSZUKIWARKA PRODUKTÓW Nazwa produktu:  Branża: Województwo:
powrót

KIOSK WYDAWNICZY


Florysta - Wydanie 2/2021 (32) Wiosna
Florysta
2/2021 (32) Wiosna
Kwartalnik FLORYSTA 2/2021 (F-32) wydanie WIOSNA Przykładowe strony można obejrzeć na naszym FACE(...)
Cena 1 egz. 16,99 PLN brutto

Katalog Florysty - Wydanie 3/2021 (48)
Katalog Florysty
3/2021 (48)
KATALOG FLORYSTY 3/2021 (KF-48) Ślub i wesele (Wedding, Vestuvės, Svatební) Kompleksowo (...)
Cena 1 egz. 39,00 PLN brutto
Podwójna jednośćartykuł

Wywiad z Martą Murzańską-Potasińską, autorką książki „Słucham opowieści o Tobie”,

będącej zbiorem wspomnień o jej mężu - dowódcy Wojsk Specjalnych,  generale

Włodzimierzu Potasińskim, który zginął na służbie 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie

prezydenckiego samolotu TU-154 pod Smoleńskiem.

 

Anna Pawliczko: - To już prawie dwa lata. Proszę powiedzieć czy rzeczywiście czas leczy rany?

Marta Murzańska-Potasińska: - Leczy,  a właściwie goi. Blizny, szczególnie te, powstałe na sercu, są trwałym wspomnieniem bólu. Czas powoduje, że nie krwawią, że można z nimi chodzić, z czasem biegać, później wręcz radośnie podskakiwać, zapominając o ukrytym pod szramą cierpieniu. Zawsze jednak będą czułym punktem, który pod wpływem słabego bodźca zaczyna boleć, może zacząć krwawić czy ropieć.

A.P.: - Czy wierzy Pani w miłość od pierwszego wejrzenia i, czy przypadła ona Pani w udziale?

M. M.-P.: - Wierzę w przeznaczenie, i  w to, że mamy swoją drugą połowę jabłka. Innymi słowy, wierzę,  że istnieje człowiek, który jest naszym dopełnieniem. Wtedy, gdy tego człowieka spotkamy stajemy się spełnioną całością, podwójną jednością. Czasami długo musimy czekać …. Nasza miłość nie pojawiła się wraz z pierwszym spojrzeniem, wręcz przeciwnie. To, jak bardzo do siebie pasujemy, jakimi pokrewnymi jesteśmy duszami, zauważyli nasi przyjaciele, który spostrzegłszy to, co nam było dane znacznie później, nie ustawali w próbach  zapoznania nas. 
Ignorowaliśmy przez przeszło rok ekwilibrystyczne zabiegi mające na celu „zeswatanie nas”. z podziwu godnym uporem i niezłomną konsekwencją, by później, gdy znaleźliśmy się w jednym czasie, w tym samym  miejscu, nie bez pomocy tychże przyjaciół, poczuć to przed czym nie można uciec -  miłość, która spadła na nas, mimo, że staraliśmy się przed nią ukryć, jak grom z nieba. Będąc dorosłymi ludźmi, każde, z przyzwoitym bagażem doświadczeń, poczuliśmy się jak beztrosko szczęśliwe dzieci. Słowo szczęście odmieniając przez wszystkie przypadki.

 

A.P.: - W zasadzie każda z nas, na różnym etapie życia, styka się z zagadnieniem straty. W

przypadku jednej kobiety będzie to zdrada i porzucenie przez męża, w przypadku innej

- ciężka choroba albo nieszczęśliwy wypadek w wyniku, którego odchodzi ukochany

mężczyzna. Na takie odejście zawsze trudno się przygotować. Jak zatem znaleźć się w tak

ciężkiej sytuacji, oswoić ją, zapanować nad bólem i tęsknotą, dalej – w miarę normalnie -

funkcjonować?

 

M. M.-P.: - Zagadnienie straty jest tym, z czym każdemu z nas przyjdzie się zmierzyć. Niektórym dany będzie czas na przygotowanie. Długa choroba, czy powolny rozpad małżeństwa przygotowują na nadejście tego, czego się boimy. Myśl o stracie, i wszystkim, co się z nią wiąże, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy, oswajamy. Rozstania, które spadają na nas nagle są trudniejsze. Na takie doświadczenia nie można się przygotować. To cios  zadany przy otwartej przyłbicy. Ale choć trudno w to uwierzyć, szczególnie w tych najtrudniejszych chwilach, dostajemy tylko taki krzyż, jaki jesteśmy w stanie unieść. Każdy z nas swój, każdy inny. Pyta Pani jak wtedy żyć? W chwili, gdy spadają na nas nieszczęścia jesteśmy jak ślepcy. Okrywają nas ciemności bólu, czerń cierpienia. Nie widzimy żadnej drogi. Drepczemy w miejscu. Nie mamy siły, nie widzimy celu, a jednak trwamy. Aż  przychodzi taki dzień, kiedy stawiamy pierwszy krok, później następny, często wciąż jeszcze nie widząc, w którą stronę się udajemy. Do dnia, w którym dostrzeżemy wątłe światełko w tunelu. Wtedy ruszamy niepewnie w stronę  światła czując potrzebę wyjścia z mroku. To dzieje się samo. Nie można poustawiać, na czyjejś drodze drogowskazów życia.  Jedni z nas muszę więcej, inni mniej kroków w miejscu poczynić. Jeszcze inni wciąż drepczą….

 

A.P.: - „Los połączył nas na tak krótką chwilę, dając to, o czym oboje marzyliśmy – miłość,

by za chwilę posypać ją popiołem” – tak pisze Pani w komentarzu do swojej książki.

Jako dziennikarz od wielu lat związany z branżą ślubną, niejednokrotnie słyszałam z ust

młodych kobiet, że lepiej przeżyć cudowną miłość ale daną na krotko, niż całe życie tkwić

w nieudanym związku. Czy z perspektywy swoich bolesnych doświadczeń podziela Pani tę

opinię?

 

M. M.-P.: - Po wielekroć zadawałam sobie pytanie czy mając wybór chciałabym przeżyć to, co przeżyłam z całym wachlarzem uniesień i otchłanią cierpienia, czy też wolałabym, by się nie zdarzyło. Odpowiedź zawsze była ta sama. Byłam w raju. Przez 5 minut, ale za to w najpiękniejszym ogrodzie. Dotknęłam szczęścia. Poczułam smak miłości. To co było moim udziałem, było bezcenne.

 

A.P: - Na swojej stronie internetowej tłumaczy Pani dlaczego postanowiła napisać książkę o swym tragicznie zmarłym mężu: „Pomysł spisania wspomnień zrodził się z bólu, z niezgody, z cierpienia, z tęsknoty, ale przede wszystkim z okrutnej w swej wymowie, potrzeby poznania swego Męża”. Dla mnie to również dowód na Pani oddanie i głęboką miłość, która przecież nie kończy się, dopóki pamięć trwa...

M. M.-P.: - Wiele osób brało tę książkę do ręki z wahaniem spodziewając się bądź smoleńskich odniesień, bądź patetycznych  peanów i każda z nich była mile zaskoczona, bo to książka o miłości i szczęściu, o  bólu i cierpieniu, o  rozstaniu i radzeniu sobie z samotnością. O życiu. To przede wszystkim jednak opowieść o wspaniałym człowieku, o chłopaku z Czeladzi, który został generałem, o dowódcy, po którego stracie płakali komandosi. Książka przejmująca, bo prawdziwa. Składają się na nią moje listy do Męża pisane po 10 kwietnia i opowieści o nim, jakimi poczęstowali mnie jego podwładni, zwierzchnicy, koledzy. To książka, do której lektury się zasiada, by skończyć ją niepostrzeżenie. Informacje na temat książki znajdują się na stronie jej poświęconej www.potasinska.pl

A.P.: - Ale jest coś jeszcze. Fundacja. Namacalny dowód na to, że nawet największe nieszczęścia można przekuć w coś pozytywnego.

M. M.-P.: - Honorarium ze sprzedaży książki zostanie przeznaczone na pomoc kobietom i dzieciom, których mężowie zginęli pełniąc służbę w kraju lub poza jego granicami, kobietom, które podobnie jak ja staną, oby nie, pod ścianą cierpienia. Trwają właśnie prace nad powołaniem do życia fundacji im. gen. Potasińskiego, której celem ma być niesienie pomocy żonom i dzieciom żołnierzy, którzy oddali życie w służbie ojczyźnie.

A.P.: - Pięknie dziękuję Pani za tę rozmowę.

Rozmawiała: Anna Pawliczko

Fot. archiwum Marty Murzańskiej-Potasińskiej


Anna Pawliczko



701.jpg
00001

702.jpg
00002

Pozostałe artykuły w temacie "Książki"

Czar par

Pozostałe tematy

Moda ślubna
Miejsca na wesele
Uroda i wizerunek Panny Młodej
Dobrze wiedzieć...
Ślubne wiązanki i dekoracje
Na weselnym stole
Podróż poślubna
Psychologia związku
Kwestionariusz nowożeńców






Strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki dostępu lub przechowywania plików cookies w Twojej przeglądarce.
x