WYSZUKIWARKA PRODUKTÓW Nazwa produktu:  Branża: Województwo:
powrót

KIOSK WYDAWNICZY


Katalog Florysty - Wydanie 1/2018 (37) WIELKANOC
Katalog Florysty
1/2018 (37) WIELKANOC
Katalog kompozycji na Wielkanoc (Velykos, Easter). Stroiki, wiązanki ślubne, dekoracje kościoła, (...)
Cena 1 egz. 39,00 PLN brutto

Ślubne fryzury i makijaże - Wydanie 1/2018 (37)
Ślubne fryzury i makijaże
1/2018 (37)
Przykładowe strony mozna obejrzeć na naszym FACEBOOKU
Cena 1 egz. 16,00 PLN brutto
237.jpg
Zatrzymać chwilęartykuł

Na temat tendencji w ślubnej fotografii, z Magdą i Pawłem Paśnik, fotografami rozmawia Anna Pawliczko

 

Proszę powiedzieć, co współczesna fotografia ślubna ma do zaoferowania nowożeńcom? Jakie tendencje panują w tej chwili?

 

Magda: - Z naszego punktu widzenia jest to przede wszystkim możliwość dokonywania szeroko pojętych wyborów. Już tłumaczę o co chodzi. Od paru lat rynek fotografii ślubnej przeżywa wielkie boom. Od momentu rozpowszechnienia i ogólnej dostępności fotografii cyfrowej, każdy może poznać tajniki tej sztuki - tanio i po najmniejszej linii oporu. To sprawia, że coraz częściej przeciętny posiadacz aparatu, bez względu na to czy jest to kompakt, lustrzanka czy nawet Iphone twierdzi, że jest fotografem lub fotografia to jego pasja. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. Skoncentrujmy się może na plusach. Największym z nich jest błyskawiczny rozwój rynku. Wystarczy spojrzeć wstecz. Jeszcze około 5 lat temu reportażem nazywano sztampowe sfotografowanie błogosławieństwa, układanie młodej parze dłoni podczas ślubu, aby lepiej było widać obrączki, skupianie gości weselnych nad rosołem. A plener? Standardem było przede wszystkim studio – kolumienki, sztuczne tła. Obowiązkowo, w nienaturalnych pozach, koniecznie okraszone cyfrowymi ramkami, latającymi gołąbkami i innymi szkaradnościami, które były wszystkim tylko nie fotografią. Dziś tamte czasy, na szczęście w ogromnym stopniu odeszły w niepamięć, a duża konkurencja wymusza ciągłe doskonalenie warsztatu – poszukiwania własnego, wyróżniającego się w tym oceanie zdjęć stylu. Nasze poszukiwania na przykład biegną nieustannie w stronę nabierania coraz to nowszych umiejętności w opowiadaniu historii. Wynika to z  przekonania, że życie składa się z serii obrazów, tworzenia rozmaitych opowieści. Realizując reportaż ślubny staramy się, aby każda fotografia z osobna i wszystkie razem tworzyły opowieść o miłości dwojga ludzi, którą chcemy uwiecznić. Którą kiedyś będzie można wyczytać oglądając ślubne fotografie. Opowieść  z ciekawą fabułą, akcją, narracją „czytaną” od deski do deski bez chwili znudzenia. Środkami wyrazu, dzięki którym chcemy okrzesać tę niesamowicie trudną sztukę są emocje i piękno – sedno tego dnia, kadry – urozmaicone, czyste, skupiające uwagę na tym, co ważne lub wieloplanowe, aby rozkręcić akcję, nieoczywistość, która pozwala zwolnić tempo i zastanowić się „ale o co chodzi?”, dystans - odejście od głównej areny wydarzeń, aby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i wieeeeele, wiele innych.

Totalnie odmiennym rodzajem fotografii jest sesja plenerowa. Reportaż to czysta improwizacja, śledzenie biegu wydarzeń a często nawet ich przewidywanie. Plener z kolei jest inscenizacją, pełną aranżacją opartą o wcześniej ustalone oczekiwania i pomysły. Sami często namawiamy pary na odejście od standardów w zakresie sesji plenerowej, zarówno miejsc jak i całej stylizacji, aby zawrzeć w zdjęciach maksimum prawdy.

Właśnie ta możliwość dokonywania wyborów spośród rozmaitych fotografów, stylów czy nawet charakterów oraz metod pracy to najważniejsze, co współczesna fotografia ślubna ma do zaoferowania młodej parze.

Obecnie oprócz typowych sesji ślubnych coraz większą popularnością cieszą się tzw. sesje narzeczeńskie. Kto najczęściej korzysta z takiej możliwości i czym podyktowana jest taka decyzja?

 

Paweł: - Rzeczywiście coraz większa rzesza par zainteresowana jest sesjami narzeczeńskimi. Jest to świetny pomysł, gdyż podczas sesji mamy możliwość bliżej się poznać. Nasi zakochani przekonują się, że starożytni Indianie mylili się twierdząc, że fotografie kradną duszę. My sami jesteśmy przyjaźnie nastawieni, narzeczeni poznają sposoby naszej pracy, a to wszystko sprawia, że w dniu ślubu oraz pleneru czujemy się w swoim towarzystwie jak dobrzy znajomi a nie obcy sobie ludzie.

Poza tym, wiele par ma szalenie ciekawe pomysły na wykorzystanie fotografii z sesji przedślubnej. Najoryginalniejszym w tym zakresie doświadczeniem z naszym udziałem była wystawa zorganizowana w ogrodzie przed miejscem, w którym zostało wydane przyjęcie weselne. Natomiast bardziej popularne są zaproszenia, personalizowane księgi gości, podziękowania dla rodziców czy też dekoracje sal weselnych z narzeczeńskimi fotografiami.

 

Czy fakt, że są Państwo małżeństwem ułatwia współpracę z parami na planie zdjęciowym?

 

P.: - I tak, i nie (śmiech). Tak, bo przede wszystkim na sesji plenerowej, kiedy wiele rzeczy możemy zwyczajnie pokazać na sobie, to o wiele prostsze i zabawniejsze niż dyrygowanie. Poza tym jedno z nas najczęściej jest głównym dowodzącym, natomiast drugie pomocną parą oczu i rąk, która dostrzega niewidzialne oraz pomaga ogarnąć cały plan. Ogromną zaletą  wspólnej pracy, z której pośrednio korzystają nowożeńcy, jest także zdrowa rywalizacja pomiędzy nami o lepsze kadry, co sprawia, że są one bardziej wszechstronne, a opowieść urozmaicona.

Natomiast największą wadą  – na szczęście jedynie dla nas - jest fakt, że oboje mamy silne charaktery i walka o wybór tych najlepszych ujęć podczas selekcji fotografii trwa czasami dłuższą chwilę. Chociaż osobiście również to możemy przekuć w plus, gdyż dyskusje w drodze do kompromisu bardzo kształcą.

 

A jak wyglądała Państwa ślubna sesja zdjęciowa z perspektywy zawodu jaki Państwo wykonują?

 

M.: - Historia to nieco dziwna i zawiła, gdyż ściśle łączy się z pewną iskierką jaka zabłysła w naszych głowach. Otóż Paśnikowy ślub odbył się cztery lata temu, czyli w czasach gdy ambitna, nowoczesna fotografia ślubna jeszcze raczkowała. Przygotowania do wielkiego dnia, jak to zwykle bywa, pędziły w zawrotnym tempie. W tym całym szale ciągle przewijał się problem z fotografem, gdyż już wtedy fotografia – jeszcze analogowa - była naszą wielką fascynacją. Wiedzieliśmy, że chcemy bardziej „gazetowy” reportaż niż typowo ślubny.  Reportaż z przygotowaniami od A do Z, lecz bez błogosławieństwa, gdyż to dla nas zbyt rodzinny i intymny moment, bez ustawiania, ingerowania w nasz świat podczas ceremonii zaślubin, bez gromadzenia gości, ale skupiający się na momentach, emocjach, kadrach. Chcieliśmy żywego reportażu, wręcz socjologicznego, pokazującego nas takimi jakimi byliśmy, a nie katalogu z muzeum figur woskowych z poprzyklejanymi głowami. Każdy oglądany przez nas reportaż był taki sam. Ówczesne plenery także znacznie odbiegały od naszych marzeń. To wszystko sprawiło, że przejrzeliśmy dziesiątki portfolio, odbyliśmy masę rozmów telefonicznych, kilka spotkań osobistych dotyczących naszych oczekiwań, podczas których wciąż słyszeliśmy: „Nie wiem właściwie o co Wam chodzi”, „Ale kto fotografuje u kosmetyczki? To nic ciekawego”., „Uchwycić Wasze emocje? Jak?”. Nie wspominamy już o oburzeniu na pytanie: „Czy da się bez ramek, białych winiet, latających „cosi” przeróżnych…?”. Gdy wreszcie trafiliśmy na osobę, która wydawało się, że sprosta naszym oczekiwaniom okazało się, że ma, delikatnie mówiąc, bardzo specyficzny sposób bycia. Przez to nie wyobrażaliśmy sobie, jak mogłaby nam towarzyszyć w tym najważniejszym dniu. Niestety, do głów nam nie przyszło, aby poszukać fachowca poza naszym regionem.

I tak dobrnęliśmy do momentu, kiedy stwierdziliśmy, że „…jak ma być byle jak, to nie będzie wcale”. Fotografa ostatecznie nie zatrudniliśmy. I nie żałujemy.

Za to kilka tygodni później Paweł obudził mnie propozycją nie do odrzucenia.

- Zacznijmy robić zdjęcia – ślubne, rodzinne, dziecięce - zakochane po prostu.

- Hmmmm.?????

- No takie z sercem.

- Ale jak to? Przecież musielibyśmy kupić sprzęt. Wiesz ile na to potrzeba pieniędzy? Kilka lat będziemy zbierać albo kilkanaście kredyty spłacać. Nie ma mowy.

- To wyjedźmy za granicę. Szybko zarobimy, zainwestujemy wszystko w fotografię i zobaczymy co z tego wyjdzie. (…)

Pół roku po ślubie siedzieliśmy w samolocie lecącym do Anglii, szczęśliwi i przerażeni równocześnie. Z jednej strony byliśmy w drodze do spełnienia jednego z największych wspólnych marzeń, a z drugiej mieliśmy masę obaw dotyczących tego czy nierealne może stać się rzeczywiste. Okazało się, że wystarczyło skoczyć na głęboką wodę z zuchwałą pewnością, że nie połamiemy sobie karków. Dziś jesteśmy dumni, że odważyliśmy się na ten krok. A rodzina i przyjaciele do tej pory uznają nas za szaleńców (śmiech).

 

Jakich rad mogliby Państwo udzielić naszym Czytelnikom, którzy są na etapie poszukiwań fotografa i przygotowań do sesji zdjęciowej?   

 

M.: - Wszystko można zawrzeć w kilku słowach: przemyślcie, opowiedzcie, pytajcie, miejcie własne zdanie. Przemyślcie jakich zdjęć oczekujecie. Czy mają być to fotografie artystyczne czy dokumentacyjne? Które etapy dnia chcecie uwiecznić? W jakim stylu chcielibyście zrealizować sesję plenerową? Jaki budżet możecie na nią przeznaczyć?

Opowiedzcie fotografowi o swoich oczekiwaniach. To podstawa udanej współpracy. Dobry fotograf to taki, który Was wysłucha i powie, czy jego styl pracy jest zgodny z Waszymi marzeniami. Pomoże wybrać najlepsze miejsca na sesję plenerową i opowie o kilku „magicznych sztuczkach” o których warto pamiętać, aby zdjęcia były znacznie ciekawsze.

Pytajcie o wszystko, co przyjdzie Wam do głowy i wydaje się ważne – szczere pytania i odpowiedzi pomagają uniknąć późniejszych nieporozumień.

Z pewnością warto podczas spotkania z fotografem zapytać o możliwość obejrzenia co najmniej jednego kompletnego materiału jaki oddał młodej parze, gdyż daje to szeroki pogląd na jego styl i pozwala ocenić autentyczne umiejętności. Fotografie prezentowane w portfolio są to z reguły ulubione ujęcia z kilkudziesięciu różnych reportaży/plenerów. Często ich poziom jest znacząco wyższy niż tzw. „całościówka” którą otrzymuje para.

Istotnych jest także kilka kwestii, które dla dobrego fotografa są podstawą komfortu pracy a dla pary zapewnieniem, że trafili w ręce fachowca. Najważniejsze z nich to: doświadczenie nabyte podczas co najmniej  dwudziestu samodzielnie zrealizowanych reportaży, zapasowe body (aparat) na wypadek awarii sprzętu, dostateczny backup materiału – najlepiej na kilku nośnikach.

A nade wszystko miejcie własne zdanie, ponieważ to Wasz dzień ślubu, który niestety czasami zostaje okupiony mnóstwem wymysłów „Cioć Dobra Rada”.

Poza tym czytajcie uważnie zawierane umowy. Im bardziej sprecyzowane, tym lepiej, gdyż jasno określają warunki współpracy. Później pozostaje już tylko cieszyć się wspólnymi chwilami i pozwolić, aby fotograf uwiecznił je najpiękniej jak potrafi.

 

Fot. Magda & Paweł Paśnik, OnaOn Studio, www.onaonblog.pl
Anna Pawliczko



665.jpg
00001

666.jpg
00002

667.jpg
00003

668.jpg
00004

669.jpg
00005

Pozostałe artykuły w temacie "Dobrze wiedzieć..."

Miłość z numerem PIN w tle
Mąż dla Polki, żona dla cudzoziemca
Nowe oblicze rodziny
Bliskość, czułość, dotyk
Wartość dotyku
W naszym pachnącym domu
Na nową drogę życia...
Miłość i paragrafy
Pierścionek jej marzeń

Pozostałe tematy

Moda ślubna
Miejsca na wesele
Uroda i wizerunek Panny Młodej
Ślubne wiązanki i dekoracje
Na weselnym stole
Podróż poślubna
Psychologia związku
Książki
Kwestionariusz nowożeńców






Strona korzysta z plików cookies zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki dostępu lub przechowywania plików cookies w Twojej przeglądarce.
x